niedziela, 9 kwietnia 2017

Barania Góra, Stecówka i Chatka Studencka "Watra" na Pietraszonce

Błoto, woda, i mokry śnieg na szlaku, to zwyczajowe elementy wczesnej wiosny w Beskidach. Z takimi przyszło mi się spotkać podczas ostatniej wędrówki na Baranią Górę w Beskidzie Śląskim.

Na Baraniej Górze już kiedyś byłem, ale wędrowałem wówczas z Lipowej - Ostrego przez Magurkę Radziechowską i Wiślańską, o czym możecie przeczytać TUTAJ.

Teraz postawiłem na inny wariant trasy, bo oprócz zdobycia szczytu, chciałem także dotrzeć do Chatki Studenckiej "WATRA" na Pietraszonce oraz sprawdzić, co obecnie dzieje się w schronisku PTTK na Przysłopie.

Początek wędrówki ma miejsce na parkingu na Przełęczy Szarcula, z którego startuję ,w towarzystwie Wioli , czerwonym szlakiem na Baranią Górę przez Stecówkę.
Parking na Przełęczy Szarcula

Miejscami było grząsko

... ale sucho też było
Po około godzinie spokojnego pokonywania niewielkich przewyższeń, docieramy na będącą częścią wsi Istebnej - Stecówkę (760 m n.p.m.). Na rozległej polanie znajduje się przykuwający wzrok drewniany kościółek, który został odbudowany w poprzednim stylu na miejscu tego, który spłonął tu w nocy z 2 na 3 grudnia 2013 roku.
Kościólek na Stecówce

Na Stecówce stoi także tragicznie wyglądający budynek byłego schroniska.
Byłe schronisko na Stecówce
Polana na Stecówce


Po Stecówce, kolejnym celem jest schronisko studenckie na Pietraszonce.
Mijamy zabudowania i chwilowo idziemy jeszcze za czerwonymi znakami, które opuszczamy po ok. 10 minutach. Odbijamy w prawo na niebieski szlak chatkowy, który w pół godziny doprowadzi nas do celu.
Szlak chatkowy do studenckiego schroniska na Pietraszonce


Chatka na Pietraszonce

Chatka na Pietraszonce 

Chatka na Pietraszonce

Klimatycznie :)
Chatka od stycznia 1968 roku znajduje się pod opieką Akademickiego Klubu Turystycznego "Watra" z Gliwic i jest najstarszym działającym tego typu obiektem w Beskidach.
W schronisku zostajemy ugoszczeni herbatą przez stacjonującą tam grupkę studentów. Oprowadzają nas po obiekcie pokazując wszelakie jego zakamarki. Dowiadujemy się, że każde z pomieszczeń ma tutaj swoją nazwę, jest m.in. Prezesówka, Szwagrówka, Żarnówka i Waletówka :)


Opuszczamy to klimatyczne miejsce i powracamy na szlak. Od tej pory wędrujemy za kolorem zielonym, który doprowadzi nas najpierw do schroniska na Przysłopie, a następnie wprowadzi na szczyt Baraniej Góry.
Spod chatki przechodzimy przez widokową polankę,  mijamy skrzyżowanko szlaków Pod Karolówką (898 m n.p.m.), a następnie będący po prawej stronie jej szczyt. Później przy szlaku pojawia się ewangelicka kapliczka Habsburgów, po minięciu której rozpoczyna się ostateczne podejście do schroniska na Przysłopie.
Widok z polanki nad Pietraszonką



Kierunki pod Karolówką

Zimowo

 Ewangelicka kapliczka Habsburgów

Muzeum Turystyki Beskidu Śląskiego 

Kierunki przy schronisku na Przysłopie

Schronisko PTTK na Przysłopie pod Baranią Górą

Na Przysłopie mamy zupełnie inny świat niż ten, w którym byliśmy jeszcze nie tak dawno. Na Pietraszonce mała drewniana chatka, a tutaj - wielki betonowy blok.

Jeszcze niedawno schronisko to miało złą reputację i było odwiedzane przez wędrowców niechętnie, ale wszystko zmieniło się w listopadzie 2015 roku, gdy obiekt trafił w nowe ręce. Gołym okiem można zauważyć, że prace remontowe idą tu pełną parą, i że z biegiem czasu, na pewno będzie to miejsce o wiele przyjemniejsze niż kiedyś.

My w schronisku zrobiliśmy sobie dwie przerwy - przed atakiem szczytowym, a także i po nim.
Przed szczytowaniem wypijamy po piwku :)

Wejście na szczyt spod schroniska to około godzinne podejście w miarę łagodnie prowadzącym szlakiem. Początkowo ścieżka zamienia się w potok, ale później przechodzi już w wersję zimową.
I to właśnie śnieżne podłoże towarzyszy nam już do samego szczytu Baraniej Góry (1220 m n.p.m.).
Wejście do królestwa Baraniej Góry







Na Baraniej Górze

Wieża widokowa na Baraniej Górze

Widok na Beskid Śląski z masywem Skrzycznego

Beskid Śląski

Skrzyczne 

Pobliskie szczyty Beskidu  Śląskiego 

Szczytowanie ;) ... z Beskidem Żywieckim w tle

Po kilkunastu minutach spędzonych na szczycie, ponownie schodzimy na Przysłop i po raz drugi zaglądamy do schroniska. Tym razem zajadamy przepyszną kwaśnicę :)

Ze schroniska na Przysłopie powracamy na Przełęcz Szarcula za czerwonymi znakami.
Pierwszy etap to zejście na asfaltową drogę prowadzącą do Wisły Czarne, z której już "po paru krokach" odbijamy na delikatnie prowadzącą ku górze ścieżkę. Mijamy słupek z tabliczką "Stecówka nad Pietroszonką" (850 m n.p.m.) i wkrótce docieramy do zabudowań znajdujących się na Stecówce.
Asfaltowa droga do Wisły Czarne

Rozstaj szlaków

Znowu grząsko !!!

Nad Pietroszonką

Grzbietowo ... 

... widokowo 

Zameczek Prezydenta RP

Na Stecówce opuszczamy czerwony szlak i wybieramy szybszą, asfaltową opcję. Tuż przed parkingiem, po prawej stronie mamy jeszcze świetny punkt obserwacyjny, z którego fajnie widać Beskidzkie szczyty oraz znajdujący się w dolinie zbiornik wodny w Wiśle-Czarne.
Widok na Beskid Ślaski i zbiornik wodny w Wiśle - Czarne

Beskidzkie dobranoc :)
Po około dziewięciu godzinach spędzonych na szlaku, docieramy na parking na Przełęczy Szarcula, gdzie kończymy naszą pierwszą wiosenną wędrówkę w tym roku.

TRASA:
szlak turystyczny czerwony Przeł. Szarcula > Stecówka >>> szlak turystyczny niebieski (szlak chatkowy) Chatka na Pietraszonce szlak turystyczny zielony Schr. PTTK na Przysłopie >>>  szlak turystyczny zielony szlak turystyczny niebieski szlak turystyczny czerwony BARANIA GÓRA - Schr. PTTK na Przysłopie >>> szlak turystyczny czerwony Stecówka >>> asfaltem na Przeł. Szarcula



Data: 22-03-2017


















  







sobota, 18 marca 2017

Złośliwy Wołowiec

Dopiero początkiem marca udało mi się po raz pierwszy dotrzeć w Tatry podczas obecnego sezonu zimowego. Plan od początku był oczywisty - zimowe porachunki z położonym w Tatrach Zachodnich Wołowcem (2063 m n.p.m.), który nie wpuścił mnie na swój szczyt już dwukrotnie. Za pierwszym razem dotarłem najdalej - na Rakoń (1879 m n.p.m.), za drugim wycofałem się będąc na Długim Upłazie pomiędzy Rakoniem a Grzesiem (1653 m n.p.m.).
Teraz miało być inaczej, bo jechałem z przekonaniem, że "do trzech razy sztuka". Wraz ze mną wybrali się  Wiola z Andrzejem.

Z piątku na sobotę mieliśmy zaklepany nocleg w schronisku na Polanie Chochołowskiej (1146 m n.p.m.), bo chcieliśmy z niego wystartować bezpośrednio w góry, mając już przejście Doliny Chochołowskiej za sobą. 

Na parkingu w Siwej Polanie jesteśmy dopiero po 18.30, bo niestety, przed wyjazdem trzeba było iść jeszcze do pracy. W związku z tym, Dolinę Chochołowską przemierzamy przy światełkach naszych czołówek. Jak zwykle w towarzystwie Wioli i Andrzeja jest bardzo wesoło i dzięki temu ponad dwugodzinny spacer z nimi jest czystą przyjemnością. 
Do schroniska docieramy przed godziną 21.00. Udajemy się do czteroosobowego pokoju i nawiązujemy znajomość z zamieszkującą już tam Agnieszką, która także przyjechała wyrównać swoje porachunki z Wołowcem. Jak się później okazuje, Agnieszka jest autorką bloga "SIĘGAJĄC NIEBA", w którym również znajdziecie treści związane z górami. Było więc o czym pogadać :)

W sobotę startujemy ze schroniska na szlak w czteroosobowym składzie. Poranek jest pochmurny, a do tego mocno wieje, co już nas nieco niepokoi. Rozpoczynamy mozolne podejście żółtym szlakiem w kierunku Grzesia.


Widok na Polanę Chochołowską i Kominiarski Wierch sprzed schroniska