poniedziałek, 18 marca 2013

Samotnie w Beskidzie Śląskim. Szyndzielnia, Klimczok i Dębowiec w zimie.

Wędrówki górskie planowaliśmy zawsze poza okresem zimowym. Jednak w tym roku postanowiłem to zmienić i zaliczyć pierwszą zimową wędrówkę w zimie. W dniu kiedy żonę musiałem zawieźć do pracy w Bielsku na godzinę 6.00, a później odebrać Ją o godzinie 12.00 ,postanowiłem sobie zrobić w międzyczasie szybki wyskok w pobliski Beskid Śląski. Moim celem stały się szczyty Szyndzielni, Klimczoka i Dębowca. Na wszystkie te góry wchodziłem już kilkakrotnie, ale nigdy zimą. Teraz, pierwszy raz w zimie, musiałem uwinąć się w ciągu 6 h, aby odebrać żonę z pracy o godzinie 12.00.


Na parkingu, pod halą sportową "Pod Dębowcem" zostawiam samochód i o godzinie 5.45 zaczynam marsz oświetloną aleją w kierunku dolnej stacji kolejki linowej na Szyndzielnię. Po szybkim dojściu do kolejki, wybieram niebieski szlak, którym zaczynam marsz w kierunku Szyndzielni. Po obejściu dolnej stacji, wkraczam już w zdecydowaną ciemność, która towarzyszy mi przez prawie godzinę. Wchodząc szlakiem w  blasku latarki co chwila przechodzą mnie ciarki kiedy słyszę z głębi lasu różne, dziwne odgłosy. Momentami emocje są już tak wielkie, że zastanawiam się nad zawróceniem. Patrząc jednak na zegarek, uświadamiam sobie, że będzie zaraz godzina 7.00, a co za tym idzie, będzie już w miarę jasno i na pewno w głowie zrobi się dużo lżej.
No i rzeczywiście, około godziny 7.00 jest już dosyć widno. Dochodzę wtedy do czerwonego szlaku, który biegnie z Mikuszowic przez Dębowiec na Szyndzielnię. Tym łagodnym i szerokim szlakiem idę tylko chwilę, bo postanawiam sobie skrócić wejście i skręcam na zielony szlak, który prowadzi mnie już do górnej stacji kolejki linowej, spod której jest już około 10 minut do schroniska na Szyndzielni.
W schronisku melduję się o godzinie 8.00 jako pierwszy turysta tego dnia. Za oknem schroniska termometr pokazuje -11 stopni. Po ponad półgodzinnej przerwie poświęconej na śniadanie wyruszam dalej na szlak, a kolejnym etapem jest szczyt Klimczoka. Przejście ze schroniska przez szczyt Szyndzielni (1026 m n.p.m.) na Klimczok jest bardzo łagodne i zajmuje około 0,5 h. Na szczyt Klimczoka (1117 m n.p.m.),najpierw czerwonym, a później żółtym szlakiem docieram około godziny 9.00.Temperatura na słupku szczytowym wynosi już -14 stopni, a mgła jest tak wielka, że tylko dzięki temu, iż bardzo dobrze wiem jak wygląda przejście ze szczytu Klimczoka do schroniska, nie mam najmniejszych problemów z pokonaniem tego odcinka. Podczas zejścia ze szczytu w kierunku schroniska po lewej stronie znajduje się mała drewniana chatka, do której oczywiście zaglądam. W środku znajduje się wiele różnych pamiątek, map i oczywiście pamiątkowa księga wpisów, w której zaznaczam swoją obecność.
Do schroniska "Na Klimczoku" docieram po 9.15 i postanawiam zrobić sobie w nim krótką przerwę na kawę. W schronisku, podobnie jak na Szyndzielni, jestem jedynym turystą.
Po dobrej kawie, opuszczam to ciepłe i miłe schronisko kierując się ponownie w stronę Szyndzielni, ale tym razem czerwonym szlakiem, który omija bokiem szczyt Klimczoka. W krótkim czasie docieram do rozstaju  trzech szlaków przed Klimczokiem, które prowadzą  na szczyt Klimczoka (żółty szlak, którym szedłem wcześniej), na Błatnią (czarny szlak) oraz czerwony,  którym właśnie tutaj docieram bezpośrednio ze schroniska na Klimczoku.
Z tego " skrzyżowania" udaję się w kierunku schroniska na Szyndzielni, na które tym razem tylko spoglądam, gdyż czas już mnie goni, a w planie mam jeszcze przejście przez szczyt Dębowca. Spod górnej stacji kolejki linowej, pod którą szybko się znajduję, wybieram zielony szlak, który prowadzi na Dębowiec. Szlak ten jest  bardziej "terenowy" i tym samym bardziej atrakcyjny, niż równoległy szlak czerwony. Kilkakrotnie musiałem pokonywać na tym wąskim szlaku powalone przez wiatr drzewa. Jednak najbardziej zaskoczony byłem kiedy na ledwo wydeptanej ścieżce znalazłem resztki sarny, w postaci samych nóg. Ciekawe jaka była by moja reakcja,  gdybym natknął się na taki widok podczas mojego wejścia w ciemności ?
To była już ostatnia "atrakcja" podczas tej wędrówki, gdyż po przejściu szczytu Dębowca (661 m n.p.m.), po około 1 km docieram do polany na Dębowcu (536 m n.p.m.), na której znajduje się schronisko. W środku schroniska tym razem jest  mnóstwo ludzi i samotność mi już nie grozi, a to dlatego, że w tym dniu miało otwarcie nowego ośrodka narciarskiego na Dębowcu.
Po krótkiej przerwie spędzonej na zewnątrz schroniska udaję się czerwonym szlakiem w kierunku parkingu, na który docieram o godzinie 12.00, a 20 minut później odbieram żonę z pracy.

Mimo mrozu, mgły i braku jakichkolwiek widoków, wędrówkę tę zaliczam do bardzo udanych. Miałem tu swój "pierwszy raz" trzykrotnie. Pierwszy raz wchodziłem zimą (jak się okazało nie ostatni w tym sezonie), pierwszy raz wchodziłem w ciemności ( fajne emocje :-) ), no i pierwszy raz, przez  całą wędrówkę, miałem góry  tylko dla siebie !!!

Data wyprawy: 18-01-2013

Dojście do dolnej stacji kolejki na Szyndzielnię
W blasku latarki
Mały piknik
Schronisko na Szyndzielni
Na szczycie Szyndzielni
W drodze na Klimczok
Na szczycie Klimczoka
Przy chatce na zboczu Klimczoka
Chatka...
W chatce
Pamiątkowy zeszyt wpisów
Pamiątkowy wpis dokonany :)
Schronisko na Klimczoku
Rozstaj szlaków 
Na zielonym szlaku
Resztki sarny na szlaku
Schronisko na polanie Dębowiec

2 komentarze:

  1. Poważna sprawa. Wszystko znane, ale wygląda inaczej w tym śniegu. Brr...

    Ale samotne wycieczki mają specyficzny urok. Można wiele zobaczyć i jeszcze więcej przemyśleć. Swoją drogą to małe paskudztwo na Klimczoku można zwiedzić od środka? Nie przypuszczałem...

    Mnie jeszcze 25 kwietnia trafiło się śniegu po kolana na Malinowie i już nieźle dało mi to w kość...

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Pełen szacun... gratuluję odwagi !

    OdpowiedzUsuń