sobota, 13 lipca 2013

Na Grzesia, Rakoń i Wołowiec

Jako pierwszy wyjazd w Tatry w sezonie letnim 2013, wybieramy zdobycie trzech gór w Tatrach Zachodnich - Grzesia (1653 m n.p.m.), Rakoń (1879 m n.p.m.) i Wołowiec (2063 m n.p.m.).
Wejście planujemy zrealizować od strony Doliny Chochołowskiej korzystając początkowo z transportu mieszanego, którym ma być kolejka "Rakoń" i rowery.
Widok na Grzesia i Rakoń z Polany Chochołowskiej

Wyjazd zaplanowaliśmy na sobotę, jednak powstrzymały nas gwałtowne, nocne burze, które przechodziły przez kilka godzin nad naszymi Dankowicami. Później dowiadujemy się jeszcze, że na Hali Gąsienicowej dwie osoby zostały porażone przez piorun. Ochota na ten wyjazd była jednak tak wielka, że   postanawiamy jechać w niedzielę.
Z Dankowic wyjeżdżamy na dwa auta o godzinie 5.00 w składzie: ja z żonką i córą oraz nasze koleżanki, Kasia i Weronika, a także koleżanka Nikoli - Gabrysia. Po drodze w Bielsku-Białej  zabieramy jeszcze mojego brata Darka i koleżankę Patrycję.
Na parkingu w Siwej Polanie jesteśmy o godzinie 7.45 i po dokonaniu opłaty parkingowej, kierujemy się do następnego punktu poboru opłat, którym jest wejście do TPN. 
Po wejściu do Doliny Chochołowskiej rezygnujemy z całego jej przejścia, którego dokonaliśmy już kiedyś i wiemy, że jest dosyć monotonne i osłabiające. Dlatego wsiadamy do czekającej na swój pierwszy kurs w tym dniu kolejki "Rakoń" i dojeżdżamy do Polany Huciska, z której postanawiamy wypożyczyć rowery  i przejechać na nich następny odcinek, po czym przejść jeszcze około 25 minut do Schroniska na Chochołowskiej Polanie. 
Zanim jednak dotrzemy do schroniska, to z Polany Chochołowskiej mamy pierwsze fajne widoki na charakterystyczne Mnichy Chochołowskie oraz między innymi szczyt Grzesia, Długi Upłaz i Rakoń.
Widok na Mnichy Chochołowskie
W schronisku jesteśmy o godzinie 9.30 i po półgodzinnej przerwie śniadaniowej ruszamy żółtym szlakiem na szczyt Grzesia, który ma nam otworzyć zdobywanie trzech górskich szczytów  tego dnia. Po wejściu w las ścieżka pnie się dosyć stromo pod górę wzdłuż Bobrowieckiego Żlebu obok niewielkiego strumienia.
Dosyć męczące leśne podejście
Dopiero po około 30 minutach męczącego, leśnego podejścia, od miejsca gdzie żółty szlak łączy się z niebieskim szlakiem, którym zejść możemy do Doliny Bobrowieckiej na Słowacji, ścieżka robi się łagodniejsza. Po drodze, między drzewami, mamy widok na nieco zachmurzony masyw Kominiarskiego Wierchu. Po następnych 30 minutach wędrówki, wychodzimy powoli z lasu i zagłębiamy się w kosodrzewinie. Przejście w tunelach kosodrzewiny daje nam jeszcze troszkę popalić, ale już nie tak jak w lesie.
Ścieżka w kosodrzewinie
Po dwóch godzinach, licząc czas od wyjścia ze schroniska, osiągamy pierwszą kulminację tego dnia, którą jest Grześ (1653 m n.p.m.).
Na szczycie Grzesia znajduje się całkiem spory, drewniany krzyż.
Na  Grzesiu
Ze szczytu, z powodu sporego zachmurzenia mamy nieco ograniczone widoki, które przy dobrych warunkach, są ponoć bardzo atrakcyjne. Widzimy jednak dobrze następny nasz cel, którym jest Rakoń. Na szczyt Rakonia prowadzi nas teraz niebieski szlak.
Długi Upłaz i Rakoń
Najpierw pośród kosodrzewiny schodzimy na Łuczniańską Przełęcz (1602 m n.p.m.), a następnie idziemy szerokim grzbietem Długiego Upłazu w kierunku Rakonia. Podejście nie jest jakoś specjalnie wymagające, a jedynie końcówka wymaga nieco więcej wysiłku. Po drodze widzimy jasną od słońca Polanę Chochołowską i nareszcie nieco bardziej odsłonięty Kominiarski Wierch, natomiast Wołowiec, który chcemy zdobyć jeszcze tego dnia, cały czas jest tajemniczo zakryty chmurami.
Polana Chochołowska, Kominiarski Wierch ...
... i Wołowiec ukryty ciągle w chmurach
Po około 1,15 h docieramy na szczyt Rakonia (1879 m n.p.m.), na którym nieźle wieje. Wcześniej ustaliliśmy, że zrobimy sobie na nim przerwę na jedzenie. Dlatego na miejsce odpoczynku i posiłku wybieramy zbocze z widokiem w kierunku Doliny Rohackiej. Strasznie liczyłem na to, że z Rakonia będziemy mogli zobaczyć granie dwóch bliźniaczych szczytów: Rohacza Ostrego i Płaczliwego, ale niestety nie było nam to dane. Jedyne co mogliśmy dostrzec w dolinie po słowackiej stronie to Stawek Tatliaka oraz Tatliakową Chatę.
Rakoń ... z żoną i córką
Stawek Tatliaka oraz Tatliakowa Chata
Po półgodzinnej przerwie na Rakoniu ruszamy dalej. Przed nami główne danie dnia, czyli ciągle ukryty w chmurach Wołowiec. Początkowo ścieżka sprowadza nas delikatnie w dół niewielkiej przełęczy Zawracie, gdzie znajduje się znak z zielonym szlakiem, którym można zejść do Polany Chochołowskiej przez Wyżnią Dolinę Chochołowską.
 Przejście na Przeł. Zawracie
W tym miejscu nasza drużyna nieco się kurczy, gdyż Wera, Kasia i Gaba postanawiają zejść do schroniska i zaczekać na nas jeżeli zdecydujemy pchać się dalej do góry. My przeprowadzamy przede wszystkim rozmowę z Nikolą, gdyż to od niej zależy czy ma na tyle sił, aby iść jeszcze około 30 minut i zdobyć Wołowiec. Odpowiedź ku naszej radości była jednoznaczna - dam radę, idziemy.  Tym samym Nikola zaczęła podbój swojej najwyższej góry. Początek to mozolne i męczące podejście, ale ostatnie 10 minut to już strome i dające mocno popalić wejście.
Mozolnie i wyczerpująco na Wołowiec
Jeszcze tylko trochę ...
Nikola powoli opada z sił i będąc kawałek od szczytu zamierza zawrócić. Wtedy  Renata każe mi iść samemu dalej, a że ona poczeka z Nikolą tą chwilę. Córa nie dopuszcza jednak takiej możliwości i odpala z taką mocą, że do samego szczytu nie byliśmy jej w stanie już dogonić. Tym samym, po wielkim wysiłku, który włożyła do tej pory,  zdobywa swój pierwszy dwutysięcznik.
Wołowiec zdobyty. Dwa tysiące przekroczone !!!
 Na szczycie Wołowca (2064 m n.p.m.) stajemy o godzinie 14.45 czyli po niecałych pięciu godzinach od schroniska. Mimo braku widoków mamy ogromną satysfakcję i wielką radość, że nasza  dzielna córka dała radę tu dotrzeć.
No i w komplecie na szczycie. 
Na szczycie robimy kilka fotopstryków i wyruszamy w drogę powrotną. Schodzimy tym samym szlakiem w kierunku przełęczy Zawracie, w której rozstaliśmy się z dziewczynami. Z przełęczy, za zielonymi znakami zaczynamy schodzić wygodnymi kamieniami w Wyżnej Dolinie Chochołowskiej.
Szlakowskaz  na Przeł. Zawracie
Dolina ta ograniczona jest między innymi zboczami Rakonia, Wołowca, Łopaty i Czerwonego Wierchu. Ścieżka biegnie w większości w wielkim kotle, w rejonie kosodrzewiny. Mimo swojego nachylenia nie sprawia nam większych kłopotów.
Zejście zielonym szlakiem
Po opuszczeniu kosodrzewiny wchodzimy w las, gdzie nachylenie stopniowo maleje. Po około 2 h docieramy wreszcie w rejon Polany Chochołowskiej, gdzie czekają już na nas dziewczyny. Mimo tego, że do schroniska mamy rzut beretem, rezygnujemy z ponownych odwiedzin, gdyż chcemy zdążyć wypożyczyć rowery, aby nie dreptać dodatkowe ponad 7 km, bo nasze dzielne młode damy, chyba nie dałyby już rady.
Około godziny 18.15 docieramy na rowerach do wylotu z doliny, gdzie nasza wspaniała wyprawa dobiegła końca.
Cała nasza grupka , która uczestniczyła w tej wyprawie
Reasumując, to wyprawa bardzo nam się udała i cieszymy się, że nasz wcześniej założony plan, został zrealizowany w stu procentach. Szkoda tylko, że widoki mieliśmy bardzo ograniczone, ale to tylko zmobilizuje nas, aby powrócić w te rejony jak najszybciej i spróbować nadrobić zaległości widokowe.
Co jeszcze najważniejsze, to duma z naszej Nikoli, a także Gabrysi, która mimo tego, że nie weszła na Wołowiec, to i tak pokazała wielki, górski charakter, a samo zdobycie Grzesia i Rakonia przez nią, jest tylko tego potwierdzeniem.

Szlaki, którymi wędrowaliśmy:
szlak turystyczny żółty Schronisko PTTK na Polanie Chochołowskiej - Grześ
szlak turystyczny niebieski Grześ - Rakoń - Przełęcz Zawracie -Wołowiec - Przełęcz Zawracie
szlak turystyczny zielony Przeł. Zawracie - Polana Chochołowska poprzez Dolinę Chochołowską Wyżnią

Ceny:
Parking Polana Siwa - 20 zł / auto
Wstęp do TPN - 4 zł normalny, 2 zł ulgowy
Kolejka Rakoń - 5 zł / os.
Rowery,odcinek B (Polana Huciska) do C - 5 zł / rower
Rowery powrót, odcinek C do A ( wejście do Doliny Chochołowskiej) - 10 zł / rower

Data wędrówki: 07-07-2013

                                                             Pozostała galeria zdjęć:
   
Kolejka Rakoń
Wypożyczalnia rowerów na Polanie Huciska
Rowerem troszkę pod górkę
No i po rowerach, dalej z buta
Wypas na Polanie Chochołowskiej, w tle Mnichy Chochołowskie
A pod jednym z szałasów :)
Schronisko PTTK na  Polanie Chochołowskiej
Gaba i Nikola ... dwie wspaniałe i wytrwałe
Na Wołowiec ... tylko 3.15 h
Wzdłuż Bobrowieckiego Żlebu
Wychodzimy z lasu
Pierwsze widoki po wejściu w piętro kosodrzewiny ( Jamburowa Czuba i Bobrowiec w chmurach )
W tunelach kosodrzewiny
Nikola ... na Grzesiu
Wędrówka Długim Upłazem w kierunku Rakonia
Ostatnie podejście na Rakoń
Na Rakoniu
Pauza
Na Przełęczy Zawracie w drodze na Wołowiec
Zapatrzenie
Z Patrycją i Darkiem na Wołowcu
Zejście z Wołowca
W Wyżniej Dolinie Chochołowskiej
C.d. szlaku w W. Dolinie Chochołowskiej
Chmury nie ustępowały nad wyższymi partiami gór
Powoli zbliżamy się do lasu, w oddali nasz cel - Polana Chochołowska
Już w lesie, którym idziemy do samego końca

3 komentarze:

  1. Piękne widoki i osiągnięcia, gratulacje - jak byłam mniejsza, też tak z rodzicami wędrowałam :D

    OdpowiedzUsuń
  2. o, to moja pierwsza opisana na blogu trasa prowadzi właśnie tymi ścieżkami :) zapraszam! http://silagor.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam i dziekuję za tak pięknie i rzeczowo opisany przebieg trasy szlaku na Wołowiec poparty dodatkowo zdjęciami.
    W tym roku zamierzam wraz z żoną zdobyc kolejny już szósty 2 tysiecznik,a pierwszy w Tatrach Zachodnich - żeby tylko pogoda nam dopisała,żeby można było zrobić piękne fotki.
    Dziękuję jeszcze raz za ten udostępniony materiał ze szlaku - hey !!!

    OdpowiedzUsuń