czwartek, 3 kwietnia 2014

Zimowy Kończysty i Starorobociański Wierch

No i udało się nam wreszcie zrealizować jeden z wcześniej wyznaczonych górskich celów na ten rok, którym było zimowe zdobycie najwyższego szczytu po polskiej stronie Tatr Zachodnich - Starorobociańskiego Wierchu (2176 m n.p.m.).
Było to nasze drugie podejście do tej góry w tym roku. W styczniu z powodu szalejącego wiatru musieliśmy się wycofać już na Trzydniowiańskim Wierchu (1758 m n.p.m.) - o czym przeczytacie tutaj.  Jednak tym razem pogoda była "w dechę" i pozwoliła nam na spokojne wędrowanie tatrzańskimi wierchami z przepięknymi widokami dookoła.
Starorobociański i Kończysty Wierch




22-03-2014
Po ponad dwóch godzinach dość szybkiej jazdy, o godz. 5.30 docieramy na pusty jak to na tą godzinę przystało, parking przy Siwej Polanie. Pierwszym etapem naszej wędrówki jest przedreptanie Doliny Chochołowskiej aż do Trzydniówki, gdzie swój początek ma czerwony szlak na Trzydniowiański Wierch.
Wkraczamy więc do niekończącej się doliny i ruszamy dość szybkim tempem w kierunku Polany Chochołowskiej.
Początek Doliny Chochołowskiej
Szybko jednak musimy wyhamować, bo po lewej stronie na polanie pojawiają się słynne chochołowskie krokusy, które o tej porze jeszcze smacznie sobie śpią. Ale i tak wyglądają cudownie.


Co prawda te najsłynniejsze rosną na pięknie ulokowanej Polanie Chochołowskiej, lecz my dzisiaj tam nie dotrzemy i w zupełności zadowalamy się tymi, które widzimy na tutejszej Siwej Polanie.
No to krokusy mamy już za sobą. Idziemy dalej doliną przy szumie Potoku Chochołowskiego. Daleko przed nami ukazują się pierwsze zaśnieżone szczyty m.in. Grzesia i Wołowca.
Pierwsze tatrzańskie szczyty widziane z doliny
Mijamy po drodze odbicie na zamknięty jeszcze czarny szlak do Doliny Kościeliskiej (efekt "halnego stulecia"), a następnie Polanę Huciska i jedno z fajniejszych miejsc w dolinie - Wyżnią Chochołowską Bramę.
Wyżnia Chochołowska Brama

Dochodzimy do kolejnego rozstaju, z którego za żółtymi znakami można dotrzeć przez Iwanicką Przeł. do Schroniska Ornak lub za czarnymi wchodzić na Starorobociański Wierch przez Siwą Przełęcz. My w tym miejscu mamy zaplanowany wylot na powrocie.
Od tego miejsca, do rozstaju Trzydniówki pozostaje już tylko ok. 15 min. dreptania. Po około 1 h 20 min. od momentu wejścia do doliny jesteśmy już pod szlakowskazem wskazującym  kierunek na Trzydniowiański Wierch.

Wchodzimy więc na znany nam już z ostatniego razu czerwony szlak i zaczynamy mozolne, męczące podejście Krowim Żlebem. Początkowo śniegu zero, ale czym wyżej jesteśmy, tym więcej zaczyna się go pojawiać.
Końcowe podejście Krowim Żlebem
Po wyczerpującym podejściu żlebem odbijamy w lewo i  zakosami pniemy się ku górze na grzbiet Kulowca.
Kiedy ustępuje zalesienie , po lewej stronie w oddali można już dostrzec m.in. szczyt Giewontu, a po prawej Grzesia, Osobitą i Bobrowiec.
Nieco schowany Grześ oraz Osobita w oddali i Bobrowiec z prawej
Wyłaniający się zza Upłaziańskiej Kopy szczyt Giewontu


























Zbliżenie na Giewont
Po wyjściu z lasu na Kulowiec, pojawiają się kolejne wspaniałe widoki, których nie było nam dane podziwiać dwa miesiące wcześniej. Doskonale widać na wprost Starorobociański Wierch w towarzystwie Bystrej i Kończystego, z lewej strony Grzbiet Ornaku, a z prawej prezentuje się m.in. Grześ, Rakoń i Wołowiec, a także piękna sylwetka Rohacza Ostrego. W dole oczywiście widoczna jest Polana Chochołowska.
Teraz już wiemy jakie piękno skrywały w sobie ostatnio chmury.
Pierwszy widok na Starorobociański Wierch (najwyższa góra w oddali)
Grzbiet Ornaku
Grześ, Osobita, Bobrowiec i Polana Chochołowska
Wołowiec i Rohacz Ostry
Rohacz Ostry w zbliżeniu
Wśród tych wspaniałych widoków idziemy w stronę Trzydniowiańskiego Wierchu (1758 m n.p.m.). Kiedy zbliżamy się do jego kopuły szczytowej, pojawiają się coraz to większe oblodzenia, które zmuszają nas do założenia raków.
Kopuła szczytowa Trzydniowiańskiego Wierchu
O godz. 9.35 stajemy wreszcie na szczycie pierwszego z dzisiejszych wierchów - Trzydniowiańskiego.

Widoki w dalszym ciągu kapitalne. Świetnie stąd widać już sylwetkę Kończystego Wierchu, czyli kolejnej kulminacji, którą musimy dzisiaj pokonać w drodze na Starorobociański Wierch.
Starorobociański Wierch, Kończysty Wierch, Raczkowa Czuba i Jarząbczy Wierch
Nie tracąc zbyt dużo czasu na Trzydniowiańskim, ruszamy w stronę Kończystego. Schodzimy więc delikatnym zejściem na Przeł. nad Szyją (1754 m n.p.m.), a następnie trawersujemy, z przerwą na śniadanie, szczyt Czubika (1845 m n.p.m.) docierając ostatecznie na Dudową Przełęcz (1815 m n.p.m.).

Kończysty z Dudowej Przełęczy
Po drodze otwierają się przed nami kolejne piękne panoramy. Coraz bardziej okazale zaczynają prezentować się Tatry Wysokie, natomiast za plecami w oddali zaczyna rządzić Królowa Beskidów - Babia Góra.
Zbliżenie na Tatry Wysokie z majestatyczną Świnicą
Królowa Beskidów w tle
Z przełęczy zaczynamy już ostateczne i męczące podejście na sam szczyt Kończystego Wierchu.
Na jego szczycie jesteśmy o godz. 11.00 i właśnie w tym momencie najbardziej szczęśliwa jest Renata, która zdobywa swoją pierwszą "zimową dwójkę" :)

Z Kończystego mamy wspaniałe widoki na wszystkie strony świata. Kapitalnie zaczynają się stąd prezentować z jednej strony Tatry Zachodnie, a z drugiej Tatry Wysokie.
Widok w stronę Tatr Wysokich
Widok w stronę Tatr Zachodnich
Raczkowa Czuba i Jarząbczy Wierch
Całkiem okazale prezentuje się także Starorobociańska piramida, czyli nasze główne danie tego dnia.
Starorobociański Wierch
Ale na Kończystym pojawia się i problem  - zaczyna cholernie wiać. Tym razem staramy się jednak wiatrem nie przejmować. Ruszamy więc w stronę Starorobociańskiego Wierchu schodząc najpierw na Starorobociańską Przełęcz.
Widok ze Starorobociańskiej Przełęczy na Dolinę Raczkową oraz szczyty Zadniej Kopy i Raczkowej Czuby
Tutaj na przełęczy, zaczynają się pierwsze problemy z wiatrem, wieje już masakrycznie. Renata zaczyna myśleć o wycofie, w czym jeszcze bardziej uświadamia ją schodzący ze Starorobociańskiego Wierchu turysta, który oznajmia nam, że tam wyżej wiatr wręcz kładzie. Zaczyna ona przechodzić ciężkie chwile po ostatnich doświadczeniach związanych z wiatrem. Stoimy dość chwilę i zastanawiamy się co dalej. Wiatr nie odpuszcza. Udaje mi się jednak przekonać żonę do podjęcia próby wejścia na szczyt, równocześnie mówiąc o wycofie jeżeli by się jeszcze bardziej pogorszyło. Zaczynamy więc wchodzić ścianą Starorobociańskiej piramidy i mimo, że z perspektywy przełęczy wyglądała na dość wymagającą, pokonanie jej nie sprawia nam większych problemów.
Kończysty już za plecami
Zmrożony śnieg na podejściu
Widoczny już szczyt Starorobociańskiego Wierchu
Na szczycie Starorobociańskiego Wierchu (2176 m n.p.m.) stajemy w samo południe.

Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że udało nam się wreszcie, co prawda za drugim podejściem, wejść na najwyższy szczyt Tatr Zachodnich po polskiej stronie. Dla nas jest to całkiem spore osiągnięcie, gdyż jest to dopiero nasza druga zima w górach.
Według wcześniej spotkanego turysty, wiatr miał nas tu kłaść. I owszem, wiało tu całkiem mocno, ale bez przesady. My z prawdziwym powalającym wiatrem mieliśmy do czynienia w styczniu na Trzydniowiańskim Wierchu i to co wiało tutaj to "pikuś".
Spędzamy więc na Starej Robocie trochę czasu, jesteśmy tylko we dwoje i oczywiście one- piękne i cudowne Góry dookoła. Ze szczytu mamy bajeczne widoki na Tatry Zachodnie i Wysokie, zarówno po polskiej stronie jak i słowackiej.

Tatry Wysokie
Bystra i Zadnia Kopa
Grzbiet Ornaku
W stronę słowackich Tatr Zachodnich
Kończysty Wierch, Długi Upłaz, Osobita i Bobrowiec
Po zakodowaniu przepięknych panoram ze szczytu zaczynamy zejście w stronę Grzbietu Ornaku, przez który zejdziemy na Iwanicką Przełęcz. Najpierw schodzimy w miarę fajnym zejściem na Gaborową Przeł. (1938 m n.p.m.), zachwycając się potężnymi nawisami śnieżnymi, do których oczywiście lepiej się nie zbliżać.
Zejście ze Starorobociańskiego
Widok na Bystrą
Starorobociański Wierch i śnieżne nawisy
Następnie z przełęczy idziemy na Siwy Zwornik (1965 m n.p.m.), z którego można udać się m.in. na Błyszcz i Bystrą (2248 m n.p.m.), najwyższy szczyt w całych Tatrach Zachodnich - nasz zimowy cel na przyszłą zimę :)
Na Siwym Zworniku
Z Siwego Zwornika zaczynamy zejście w stronę Siwej Przełęczy. Jest to chyba najbardziej niebezpieczny odcinek, który pokonujemy tego dnia - dość stromo.


Widok  po zejściu z Siwego Zwornika. Starorobociański Wierch i urwisko Wielkie Jamy
Kotłowa Czuba, Zadni Ornak i Ornak
Bez większych przygód docieramy wreszcie na Siwą Przełęcz (1812 m n.p.m.). Stąd można pokusić się już na zejście do Doliny Chochołowskiej czarnym szlakiem przez Dolinę Starorobociańską.
Kierunki na Siwej Przełęczy
Starorobociański Wierch widziany z Siwej Przełęczy
Mijamy to miejsce, nawet nie myśląc o takim zejściu, przed nami przecież dalszy ciąg wyrypy, czyli przejście przez Ornak. Idziemy teraz szerokim grzbietem i przechodząc wcześniej przez Kotłową Czubę (1840 m n.p.m.) docieramy w pobliże skalistej kopuły Zadniego Ornaku (1854 m n.p.m.). Wejście na niego zaczyna dawać nam się już we znaki, a przed nami jeszcze przecież kawał drogi.
Z Kotłowej Czuby na Zadni Ornak
Podejście na Zadni Ornak
Zadni Ornak od drugiej strony
Ornaczańska Przełęcz, Ornak i Suchy Wierch Ornaczański
Z Zadniego Ornaku schodzimy na Ornaczańską Przeł. (1795 m n.p.m.), z której pozostanie nam już ostatnie mocniejsze podejście na Ornak (1854 m n.p.m.). Za nim zaczniemy na niego wchodzić decydujemy się na "reset", bo jak do tej pory mieliśmy tylko jedną krótką przerwę po zejściu z Trzydniowiańskiego Wierchu.
"Reset" 
Po nabraniu nowych sił zbieramy się do wejścia na szczyt Ornaku, z którego pozostanie nam już tylko przejście na położony na skraju grzbietu - Suchy Wierch Ornaczański (1832 m n.p.m.). Podczas tego przejścia kodujemy ostatnie odległe widoki na Tatry Wysokie i Zachodnie, a także na pokonaną już dzisiaj trasę, którą widać prawie w całości.
Dolina Tomanowa i Tatry Wysokie
Tatry Zachodnie i wyniosły Starorobociański Wierch 
Polana Chochołowska

Dolina Kościeliska i Smytnia Polana
Teraz pozostaje nam już definitywnie pożegnać się z Grzbietem Ornaku i rozpocząć zejście na Iwanicką Przełęcz (1459 m n.p.m.). Zejście to jest dość strome i daje nam ostro popalić przez zalegającą grubą warstwę śniegu. Raz po raz zapadamy się to po kolana, to po pas. Często też prezentujemy dziwne układy choreograficzne co wygląda raczej dość komicznie, ale nam wcale do śmiechu nie jest. Nasze wymęczone już nogi skazane są na dodatkowy wysiłek podczas wygrzebywania się ze śniegu.



Po półgodzinnej walce ze śniegiem, wychodzimy wreszcie na stabilną ścieżkę, którą po chwili dochodzimy do żółtego szlaku na Iwanickiej Przełęczy.
Całkiem przyjemny odcinek

Na Iwanickiej Przełęczy
Z miejsca tego można udać się za żółtymi znakami do Schroniska Ornak lub w drugą stronę - do Doliny Chochołowskiej. Kierunek do Schroniska Ornak znajduje się na szlakowskazie natomiast do Doliny Chochołowskiej kierunku brak. Jednak my jesteśmy dobrze przygotowani i oczytani w mapach, jeśli chodzi o naszą dzisiejszą trasówkę i wiemy jak się sprawy mają. Idziemy więc w przeciwnym kierunku niż do schroniska. Początkowo musimy pokonać dość oblodzone zejście, na którym ja zaliczam dość solidną glebę. Podnoszę się trochę obolały i nie interesuje mnie nic innego jak tylko stan aparatu, który uderzył o glebę razem ze mną. Po szybkich oględzinach stwierdzamy, że wszystko z nim w porządku ... całe szczęście.
Miejsce mojej gleby - uwiecznione :)
Czym jesteśmy niżej, tym bardziej ścieżka robi się łagodna. Widzimy także, dlaczego ten szlak ostatnio był zamknięty. Wiele powalonych na szlaku drzew zostało całkiem niedawno usunięte.


Kiedy łączymy się przy Polanie Iwanówka (1090 m n.p.m.) z czarnym szlakiem z Siwej Przełęczy, ścieżka robi się okropnie błotnista, a to wszystko przez prace prowadzone z usuwaniem powalonych drzew.


W końcu docieramy do Doliny Chochołowskiej. Jest godz. 16.30, a więc już 11 godzin wędrówki za nami. Jesteśmy już totalnie wyrąbani, a do tego jeszcze ja  troszkę poobijany po mojej glebie.
W dolinie decydujemy się skorzystać z wypożyczalni bicyklów i zjechać na nich do Siwej Polany. Zaoszczędzimy w ten sposób ładną ponad godzinę dreptania, a biorąc pod uwagę, że jeszcze ok. 2h 15min. jazdy samochodem przed nami, zyskamy całkiem sporo, zarówno na czasie jak i kondycji psychofizycznej.
Podczas zjazdu doliną udaje nam się jeszcze osobiście spotkać znajomych z fejsa, z którymi mieliśmy jak dotąd tylko wirtualny kontakt. Oczywiście zatrzymujemy się także przy Siwej Polanie, aby rzucić jeszcze okiem, na otwarte tym razem krokusy.

Koniec naszej wyrypy wypada na godz. 17.15, kiedy to docieramy do samochodu.

Z całej naszej wędrówki wracamy przeszczęśliwi. Ma na to wpływ wiele czynników, z których najważniejsze to: przepiękna pogoda, dzięki której mogliśmy podziwiać przepiękne tatrzańskie krajobrazy, pierwsze dwa tysiące Renaty w zimie, zdobycie najwyższego jak do tej pory szczytu zimą - Starorobociańskiego Wierchu oraz brak tłumów na szlakach - na każdym z Wierchów byliśmy tylko we dwoje :))))

NASZA TRASA:
szlak turystyczny zielony Dolina Chochołowska (Siwa Polana) - Polana Trzydniówka szlak turystyczny czerwony Trzydniowiański Wierch
szlak turystyczny zielony Kończysty Wierch szlak turystyczny czerwony Starorobociański Wierch - Siwy Zwornik szlak turystyczny zielony Ornak - Iwanicka Przełęcz
szlak turystyczny żółty Dolina Chochołowska szlak turystyczny zielony Dolina Chochołowska (Siwa Polana)                 
                                                               








7 komentarzy:

  1. Piękna wycieczka, widoki wspaniałe, zdjęcia bardzo fajne :) Ja taką samą planuję, ale w odwrotną stronę i już na wiosnę, gdzieś na początku czerwca :) Mam tylko świadomość, że już tak mało ludzi wtedy nie będzie :/
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. fajne to to :) na dole wiosna a na górze jeszcze zimowo :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratuluję fajnej wycieczki i pierwszego dwutysięcznika zdobytego zimą :-)

    Pogoda Wam dopisała.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oooo no to się wreszcie doczekałam fotorelacji, akurat coś fajnego na "Dobranoc" :) Gratuluję realizacji zamierzonego celu, jak widać co się odwlecze... ;) No i szczególne gratulacje dla Renaty za pierwszy zimowy dwutysięcznik :) Zdjęcia fantastyczne, bardzo miło się czytało - super :) A Dolina Chochołowska rzeczywiście jawi mi się zawsze jako niekończąca się i okropnie się dłuży :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Wszystko zadziałało jak trzeba. Dobry plan to podstawa udanej wycieczki. Zdjęcia pięknie uzupełniają opis. Szedłem kiedyś tą trasą, ale latem. Zimą wrażenia równie piękne,
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Super zdjęcia, realny i konkretny opis wycieczki..... to lubię.

    OdpowiedzUsuń
  7. muszę wybrać siętam w zimie :)

    OdpowiedzUsuń