niedziela, 15 czerwca 2014

Niedokończone Rysy


Niedokończone Rysy ??? To nie tak miało być !!!


To miała być niezapomniana wyprawa na najwyższy szczyt Polski - Rysy (2499 m n.p.m.). Była pogoda, była super ekipa i nic nie wskazywało na to, że nasza akcja może się nie udać. A jednak. Kiedy od szczytu dzieliło nas już ok. 250 metrów, wydarzył się tragiczny w skutkach wypadek, który tak nadwyrężył naszą psychikę, że postanowiliśmy zawrócić.
Ale wszystko po kolei.


Wejście na Rysy miałem zaplanowane na ten rok, ale od strony słowackiej i nawet nie przypuszczałbym, że już teraz, w czerwcu, pojawi się okazja zdobycia najwyższego punktu w Polsce. Jednak kiedy brat rzucił temat Rysów na czerwiec postanowiłem mu tylko przytaknąć.
Na tydzień przed ustalonym terminem znany był już pełny skład ekipy, która zamierzała zmierzyć się z Rysami. Oprócz mnie i brata, na wyprawę zdecydowana była także Jowita, Aneta, Dawid oraz Mariusz i "Vader".
Przed tym wyjazdem mogły nas jedynie powstrzymać zapowiadane burze. Ale jak to u nas z prognozami bywa, są one często omylne. Tak było i tym razem, bo czym bliżej weekendu tym prognozy były coraz to bardziej optymistyczne - upalnie i bez burz.
W przeddzień wyjazdu monitorujemy jakich warunków na szlaku możemy się spodziewać, i mimo że prawie połowa czerwca, warunki wejścia na Rysy wyglądają na typowo zimowe. W naszym ekwipunku nie może więc zabraknąć raków i czekanów. Dawid z Anetą jednak takiego sprzętu nie posiadają i jadą z nastawieniem, że być może zamiast Rysów będą musieli wybrać sobie inny wariant wędrówki znad Morskiego Oka.

W Palenicy Białczańskiej jesteśmy już o godzinie 4.00. Płacimy dwie dyszki za wjazd na parking i z buta ruszamy asfaltową drogą do Morskiego Oka, gdzie zaczekamy na Marka i Vadera, którzy są jakieś pół godziny za nami. Asfaltujemy więc mało lubiany przez nas odcinek. Po drodze mijamy oczywiście jedną z atrakcji turystycznych - Wodogrzmoty Mickiewicza, które chociaż na chwilę stanowią odskocznię od mozolnego dreptania asfaltową drogą.
Wodogrzmoty Mickiewicza
Największe banany na naszych twarzach pojawiają się jednak wtedy, kiedy przed nami wyłaniają się oświetlone słonecznym blaskiem Mięguszowieckie Szczyty. To znak, że pozostało nam jeszcze jakieś niecałe 30 min. drogi do Morskiego Oka, ale mając przed sobą taki piękny widok, czas upływa szybciej.
Mięguszowieckie Szczyty
Poranne mgiełki
Przed godziną 6.00 docieramy wreszcie do schroniska nad Morskim Okiem (1410 m n.p.m.). Pakujemy się do ledwo co otwartego schroniska i w oczekiwaniu na Limanową zabieramy się za śniadanie.
Schronisko PTTK w Morskim Oku
O godzinie 6.30 jesteśmy już w pełnym składzie, ale schronisko opuszczamy dopiero o 7.00. Spoglądamy w stronę naszego celu, i w tym momencie jedno jest pewne, nasze wejście na Rysy będzie miało charakter typowo zimowy.
Na ten widok Dawid i Aneta rezygnują z dalszej drogi i wybierają sobie za cel Szpiglasowy Wierch. Żegnamy się z nimi i schodzimy na "plażę" Morskiego Oka (1395 m n.p.m.), która o tej porze jest pusta i cicha. Kiedy będziemy wracać, będzie już inaczej.
Znad Morskiego Oka mamy piękne widoki na otaczające nas szczyty. Świetnie prezentują się m.in. Mięguszowieckie Szczyty, Cubryna, Mnich, Miedziane, Opalony Wierch oraz Niżne Rysy i Rysy. Jedne są bliżej, inne trochę dalej, ale wszystkie tworzą niepowtarzalny klimat tego miejsca.
Mięguszowieckie Szczyty, Cubryna i Mnich
Mnich
W stronę Rysów
Niżne Rysy i Rysy na zbliżeniu
Z "plaży" odpalamy w lewo za czerwonymi znakami, które prowadzą na Rysy. Idziemy bardzo wygodną ścieżką biegnącą wzdłuż brzegu jeziora, cały czas zachwycając się oświetlonymi przez słońce okolicznymi szczytami.
Ścieżka wokół Morskiego Oka. Z przodu m.in Niżne Rysy, Rysy, a z prawej Czarny Mięguszowiecki Szczyt
Miedziane i Opalony Wierch
Opalony Wierch
Podwójny Mnich
Żabi Mnich, Żabi Kapucyn, Żabia Lalka, Kopa Spadowa i Niżne Rysy
Żabi Kapucyn i Żabia Lalka na zbliżeniu
Po ok. 20 min. docieramy do szlakowskazu, który nakazuje nam rozpocząć dość strome, ale wygodne podejście do Czarnego Stawu pod Rysami.


Czarnostawiańska Siklawa
Morskie Oko oraz Miedziane, Opalony Wierch i Wołoszyn w oddali
Po kolejnych 20 min. dreptania jesteśmy już nad Czarnym Stawem pod Rysami (1583 m n.p.m.). Nad jego brzegiem znajduje się postawiony w 1836 roku krzyż, który wykonany jest z żelaza odlanego w zakopiańskich Kuźnicach.
Tutaj świetnie prezentują się m.in. Niżne Rysy, Rysy, Żabia Grań, Wołowy Grzbiet oraz Kazalnica ze swoją groźną i wysoką na 576 m ścianą opadającą do stawu. Oczywiście doskonale widać także zabielony Wielki Wołowy Żleb, którym przyjdzie nam wchodzić.
Krzyż nad Czarnym Stawem pod Rysami. A w tle od prawej: Żabi Koń, Żabia Turnia Mięguszowiecka, Wołowa Turnia oraz ściana Kazalnicy
Między ścianami Niżnych Rysów a Kazalnicą, od lewej strony prezentują się - Rysy, Innominata, Żabi Koń, Żabia Przełęcz, Żabia Turnia Mięguszowiecka, Wołowa Turnia, Wołowy Grzbiet oraz Zadni Piarg i Wielki Wołowy Żleb
Zadni Piarg oraz początek Wielkiego Wołowego Żlebu
W komplecie :) 
Po zrobieniu zespołowego zdjęcia nad stawem ruszamy dalej za czerwonymi znakami, które doprowadzą nas na Zadni Piarg. Obchodząc staw jesteśmy jeszcze bez raków, a że zaczyna pojawiać się śnieżny teren, musimy ostrożnie stawiać kroki, aby nie zaliczyć zjazdu brzegiem do lodowatej wody.
Widok na Kazalnicę oraz Mięguszowickie Szczyty 



Widok na Miedziane i Opalony Wierch
Kiedy dochodzimy w okolice Zadniego Piargu, raki muszą się już znaleźć na naszych nogach, abyśmy dalej w bezpieczny sposób mogli kontynuować naszą górską przygodę.


Zostawiamy szlak po lewej stronie i wchodzimy do Wielkiego Wołowego Żlebu, w którym panuje totalna zima. Idziemy stromym żlebem powoli ku górze. W miarę nabierania wysokości, coraz to lepiej prezentuje się za nami Morskie Oko oraz Czarny Staw pod Rysami, a przed nami m.in. Żabia Grań z Żabim Koniem i Żabią Turnią Mięguszowiecką oraz Wołowa Turnia.

Żabi Mnich



Morskie Oko i Czarny Staw pod Rysami ...
... i autor bloga na ich tle :)


Kiedy potężne ściany turni mamy praktycznie na wyciągnięcie ręki, opuszczamy Wielki Wołowy Żleb i idziemy w lewo, w stronę kolejnego żlebu, tym razem zwanego "rysą".
Grzęda, rysa i szczyt Rysów
Patrząc na rysę i na jej nachylenie zaczynamy zdawać sobie sprawę, że łatwo nie będzie. Idziemy więc w stronę rysy mijając po lewej stronie Bulę i Kocioł pod Rysami. Coraz to bardziej odczuwamy zmęczenie spowodowane przede wszystkim pokonywaniem zapadającego się śniegu na nasłonecznionym stoku. Ale co chwila robimy krótkie przerwy, które bardzo nam pomagają. Dzięki tym przerwom możemy na spokojnie chłonąć piękne tatrzańskie panoramy.




W sumie założyliśmy na początku, że będziemy wchodzić rysą do samej góry, ale kiedy zaczyna pojawiać się w niej coraz to większe oblodzenie, szybko robimy krótki trawersik na lewo i uciekamy w stronę Grzędy, gdzie śnieg jest bardziej miękki.







Kiedy jesteśmy na wysokości ok. 2250 m n.p.m. i do szczytu mamy ok. 250 m robimy kolejny odpoczynek. Niestety, ale w tym momencie zaczyna rozgrywać się dramat. Z samej góry rysy zaczyna staczać się człowiek, który mija nas w niewielkiej odległości. Wzywamy TOPR, który przylatuje bardzo szybko. Jak się później okazuje, ten 400-stu metrowy zjazd, zakończył się śmiercią. Był to turysta, który miał odpowiedni sprzęt - raki, czekan, kask, a jednak to nie pomogło w tej sytuacji.



Po tym wszystkim postanowiliśmy zrezygnować z dalszego wejścia na szczyt. I nie było to spowodowane strachem, ale jakimś dziwnym stanem przygnębienia.
Zresztą nie tylko my mieliśmy takie odczucia, oprócz nas z wejścia na szczyt rezygnuje jeszcze kilka osób, nawet tych, które były znacznie wyżej niż my.
Schodzimy w stronę Czarnego Stawu pod Rysami.







Z nad Czarnego Stawu pozostaje nam już tylko zejść do zaludnionego o tej porze Morskiego Oka.

Kiedy jesteśmy nad Morskim Okiem ponownie słychać odgłos śmigła. Tym razem śmigłowiec TOPR-u bierze udział w akcji na Mnichu.



Z Morskiego Oka dreptamy asfaltem do Palenicy Białczańskiej, gdzie nasza niedokończona wyprawa na Rysy dobiegnie końca.

DATA: 07-06-2014




 


12 komentarzy:

  1. Współczuję - nie jestem sobie nawet w stanie wyobrazić tego uczucia i obym nigdy nie musiała...Strasznie szkoda tej osoby - czasami wystarczy chwila nieuwagi...

    OdpowiedzUsuń
  2. Góry są piękne, ale potrafią być również okrutne. Nie chciałbym przeżyć podobnych chwil.

    OdpowiedzUsuń
  3. Współczuję i nie zazdroszczę przeżyć. Też bym chyba nie była w stanie wejść na szczyt po takich przeżyciach.

    OdpowiedzUsuń
  4. Myślę, że takie sytuacje uczą pokory ale na pewno nie zniechęcają pasjonatów górskich wędrówek...

    OdpowiedzUsuń
  5. To rzeczywiście jest dramatyczne przeżycie i jestem w stanie sobie je wyobrazić, bo pamiętam jak kilka lat temu na Czerwonej Ławce, pewien człowiek zjechał przez nieuwagę żlebem kilkaset metrów w dół. Nic mu się wielkiego na szczęście nie stało, ale wyglądało to strasznie i do tej pory odczuwam do tego miejsca jakiś wewnętrzny niepokój. Współczuję więc tego przerażającego doświadczenia...

    OdpowiedzUsuń
  6. Pięknie opisana wyprawa życia, bo chyba śmiało, tak można to nazwać. Finał przygnębiający, niemniej jednak takie są fakty. Tatry, jak piękne, zaskakujące, tajemnicze, są niebezpieczne, ale to też właśnie w nich kochamy.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja osobiście nie miałam do czynienia z taką sytuacją w górach i mam nadzieję, że nigdy się w takiej nie znajdę. Przeżycie tego musi być cholernie trudne.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ech, kolejny rok i znowu złe wieści z Rysów ;/ Strasznie to przykre... Z pewnością ciężko się otrząsnąć po takim zdarzeniu, sama nie wiem, jakbym się po czymś takim ogarnęła.

    OdpowiedzUsuń
  9. To musiał być dramatyczny widok i najgorsza ta bezsilność..

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo przykra sytuacja. Znalazłam się kiedyś w podobnej - co prawda nie widziałam tego na własne oczy, ale tuż przed tym jak znalazłam się na danym odcinku szlaku, rozegrał się tam dramat. Czuje się wtedy taką bezsilność wobec gór. Ale rzeczywiście, to nie jest powód, aby przestać je kochać.
    PS. Piękne fotografie! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo przykre spotkać taką sytuację w ukochanych górach. :( Może uda się Wam jeszcze kiedyś zaatakować szczyt. Trzymamy kciuki.

    OdpowiedzUsuń
  12. Przygnębiająca historia. Słusznie zrobiliście, też bym się wycofał.

    OdpowiedzUsuń