czwartek, 27 sierpnia 2015

Na Salatyny i Brestową przez Pachoła i Spaloną

Salatyn Mały, Salatyn i Brestowa
Dwa lata temu po raz pierwszy zmierzyliśmy się z Rohaczami, czyli fragmentem grani należącej do tzw. "Orlej Perci Tatr Zachodnich". Wtedy też postanowiliśmy, że będziemy chcieli zdobyć pozostałe szczyty, które do niej należą.

No i udało się !!! 
Po wcześniej zdobytych Rohaczach, w drugiej kolejności przeszliśmy przez Trzy Kopy i Banówkę, a teraz dokończyliśmy dzieła przechodząc granią od Banikowskiej Przełęczy przez Pachoła, Spaloną i Salatyny ( Mały Salatyn, Salatyn i Brestowa)

NASZA TRASA:
szlak turystyczny zielony Parkovisko pod Spálenou - Šindľovec szlak turystyczny czerwony Adamcuľa szlak turystyczny żółty Banikovské sedlo szlak turystyczny czerwony Pachoľa -Spalená - Malý Salatín - Salatín - Brestová szlak turystyczny niebieski Parkovisko pod Spálenou     

Wędrówkę rozpoczynamy  tradycyjnie z parkingu pod Spaloną (słow. Parkovisko pod Spálenou - 1030 m n.p.m.). Wraz z nami są nasi przyjaciele z Limanowej - Basia i Mariusz.
Parking pod Spaloną
W tym doborowym towarzystwie ruszamy za zielonymi znakami w kierunku rozdroża Šindľovec (1087 m n.p.m.). Szlak górski bardzo szybko wyprowadza nas na asfaltową drogę w Rohackiej Dolinie.
Rohacka Dolina
Przed nami m.in. Trzy Kopy i Hruba Kopa
Asfaltem idziemy jakieś trzy kwadranse do Adamculi (1189 m n.p.m.), z której odbijamy w prawo. Teraz już za niebieskimi i żółtymi znakami idziemy w kierunku Banikowskiej Przełęczy (słow. Banikovské sedlo). Po krótkim jeszcze asfaltowaniu, wchodzimy wreszcie na typowo górską ścieżkę w Zielonej Dolinie lub też inaczej - w Spalonej Dolinie.
Wejscie do Zielonej Doliny
Początkowo jest jeszcze łagodnie, ale później robi się coraz to bardziej ostro pod górkę.
Po lewej stronie możemy zobaczyć, ukryty za drzewami Niżni Rohacki Wodospad, który stanowi jedną z dwóch kaskad Rohackich Wodospadów. Zdecydowanie bardziej atrakcyjny jest ten drugi z wodospadów - Wyżni Rohacki Wodospad (1340 m n.p.m.), pod którego kaskadę możemy dotrzeć odbijając ze szlaku przy znaku informacyjnym.
Info o wodospadzie
Oczywiście my to czynimy i już po chwili znajdujemy się całkiem sami w chłodnej mgiełce wytworzonej przez opadające wody wodospadu.
Wyżni Rohacki Wodospad
Po powrocie na szlak, czeka nas teraz strome i mozolne podejście na rozdroże pod Przednim Zielonym ( słow. Rázcestie pod Predným Zeleným (1473 m n.p.m.), przy którym znajdują się ławeczki ze stolikami, które postanawiamy oczywiście wykorzystać.
Jadalnia i punkt wypoczynkowy Pod Przednim Zielonym
Z rozdroża cudownie prezentują się Trzy Kopy, Hruba kopa (2166 m n.p.m.) oraz grań Banówki (2178 m n.p.m.), a po przeciwnej stronie Osobita (1687 m n.p.m.).
Trzy Kopy, Hruba Kopa i Banówka 
Osobita
Na rozdrożu rozstajemy się z prowadzącymi nad Rohackie Stawy niebieskimi kolorami i idziemy za żółtymi znakami na Banikowską Przełęcz.

Po ok. 10 min. mijamy kolejne rozdroże, tym razem pod Hrubą Kopą (1577 m n.p.m.), z którego zaczynamy już dość męczące podejście na przełęcz.
Rozdroże pod Hrubą Kopą z widokiem na Spaloną
Początkowo szlak biegnie między kosówkami, a w górnym piętrze Doliny Spalonej prowadzi nas w terenie kamienistym po rozległych piarżyskach. Po drodze cały czas towarzyszy nam łagodnie wyglądająca Spalona, a później zaczyna spoglądać na nas także Pachoł (słow. Pachoľa).
Widok ze szlaku na Pachoła i Spaloną
Kamienisty odcinek szlaku na przełęcz
Wypas na lodowym jęzorze :)
Ostatnie metry podejścia na przełęcz
Po pokonaniu ostatnich zakosów, wychodzimy wreszcie na Banikowską Przełęcz (słow. Banikovské sedlo -2045 m n.p.m.).

Pachoł i Spalona za słupkiem
Widok na Dolinę Spaloną
Rosocha i Dolina Parzychwost
Z przełęczy, po krótkiej przerwie, zaczynamy wchodzić na Pachoła. Wejście na szczyt prowadzi piarżystym zboczem, ale nie jest jakoś specjalnie wymagające.
Podejście na Pachoła. Z tyłu Banówka i Przysłop
Po ok. 20 min. od opuszczenia przełęczy, meldujemy się na Pachole (2167 m n.p.m.), który jest najwyższą kulminacją na naszej trasie.
Pachoł zdobyty :)
Będąc w górach,  pamiętamy także o naszym przyjacielu, który zginął w tym roku pod lawiną przy Wielkiej Siklawie
Ze szczytu mamy fajny widok na Dolinę Głęboką (słow. Hlboka dolina) oraz wznoszące się nad nią szczyty Spalonej i Salatynów. Bardzo ciekawie prezentuje się również grań Skrzyniarek (słow. Skriniarky). To oczywiście nie jedyne widoki w naszym zasięgu, bo patrząc w różnych kierunkach, zobaczyć możemy bardzo ładne panoramy szczytów Tatr Zachodnich.
Widok na m.in. Wołowiec, Hrubą Kopę, Banówkę i Wyżni Staw Rohacki
Ostra i Siwy Wierch
Spalona i grań Skrzyniarek
W stronę Salatynów

 Z Pachoła zaczynamy zejście do Spalonej Przełęczy (2055 m n.p.m.), które nie jest już tak łatwe jak wejście. Schodzimy w skalistym terenie, który w najtrudniejszym miejscu ubezpieczony jest łańcuchami.


Z przełęczy idziemy już w miarę łatwym graniowym szlakiem na pierwszy z wierzchołków Spalonej, a z niego ścieżką po rozległym płaskim terenie, przechodzimy na właściwy wierzchołek Spalonej (Spalená - 2083 m n.p.m.).
Spalona
Pachoł ze Spalonej Przełęczy
Pierwszy wierzchołek Spalonej ...
... i drugi wierzchołek
 Ze szczytu mamy kolejne cudne widoki na dolinki i tatrzańskie szczyty.
Dolina Głęboka,  Salatyny i Brestowa oraz Ostra z Siwym Wierchem w oddali
Grań Banówki
Widok na Dolinę Rohacką i jej otoczenie
Pachoł
Salatyny i Brestowa
Ale nagle, gdzieś tam daleko od strony Pachoła zaczyna grzmieć, a tego synoptycy przecież nie zapowiadali dla tego rejonu. Zaczynamy zastanawiać się co dalej, czy schodzimy na przełaj do Doliny Spalonej, czy też ciśniemy szybszym tempem na Salatyny. Obserwujemy z Mariuszem kierunek wiatru i widząc, że nie dmucha w naszą stronę, namawiamy dziewczyny do kontynuacji wędrówki. Zgadzają się, ale ich miny mówią wszystko za siebie. Schodzimy więc ze szczytu Spalonej,  pokonując przy okazji najtrudniejszy i najbardziej eksponowany odcinek grani Skrzyniarek, który ubezpieczony jest w łańcuchy.
Najtrudniejszy fragment szlaku w grani Skrzyniarek
Po minięciu tego chyba najbardziej niebezpiecznego miejsca na trasie, schodzimy na Przełęcz pod Dzwonem (sedlo u Zvonu - 1885 m n.p.m.), a następnie zaczynamy już ostateczne podejście na szczyty należące do grupy Salatynów. Po drodze z przerażeniem obserwujemy jeszcze kilka błysków tuż za Pachołem i równocześnie kierunek wiatru, który praktycznie cały czas nam sprzyja.
Zanim wejdziemy na szczyt Salatyna, musimy się najpierw wtaskać na niższego o metr - Małego Salatyna . Wejście jest bardzo łatwe, ale trochę męczące. Będąc jednak w naszej sytuacji, kiedy to słyszymy i widzimy co dzieje się za Pachołem, a później już także w oddali z innych stron, dostajemy podwójnego powera i dość szybko stajemy na wierzchołku Małego Salatyna (słow. Malý Salatín).
Wejście na Małego Salatyna
Szczyt Małego Salatyna
Salatyn widziany z Małego Salatyna
Na Małym Salatynie
Szczęśliwi :)
Z Małego schodzimy na oddzielającą oba szczyty Salatynów - Pośrednią Salatyńską Przełęcz, z której bardzo szybko wchodzimy na wierzchołek Salatyna (słow. Salatín -2048 m n.p.m.).

Na szczycie Salatyna
Salatyn Mały, Spalona i Pachoł 
Ostra i Siwy Wierch
Z Salatyna czeka nas teraz zejście na Salatyńską Przełęcz (słow. Salatínske sedlo - 1855 m n.p.m.), z której będziemy wchodzić na ostatni szczyt w grupie Salatynów - Brestową (słow. Brestová - 1934 m n.p.m.).
Na przełęczy czeka na nas słoneczna niespodzianka, którą wykorzystujemy na wylegiwanie. Słoneczko, które czekało na nas na przełęczy, będzie z nami już do końca wędrówki.
Po dłuższym odpoczynku, nadszedł czas wejścia na Brestową. Mimo, że kawał trasy już za nami, wejście na jej szczyt jakoś specjalnie nas nie męczy.
Brestowa i grzbiet Przedniego Salatyna
Szczyt Brestowej
Ekipa szczytująca :)
Z samego szczytu rozciągają się wspaniałe i rozległe widoki na m.in. wszystkie szczyty otaczające Dolinę Rohacką, na Ostrą i Siwy Wierch, Pachoła, Spaloną i oba Salatyny. W oddali pojawiają się również "maluteńkie" Tatry Wysokie.
Widoki z Brestowej 
Widoki z Brestowej c.d.
Szczyty otaczające Dolinę Rohacką
Rohacze i Trzy Kopy
Osobita
Mała Brestowa na wyciągnięcie ręki
Siwy Wierch
Po zaspokojeniu widokowego pypcia, zaczynamy zejście na parking za niebieskimi znakami, które prowadzą do Zwierówki (słow. Zverovka).
Najpierw idziemy w miarę łagodnym grzbietem Przedniego Saltyna (słow. Predný Salatín) wśród nadal cudownych widoków.
Grzbiet Przedniego Salatyna

Końcówka grzbietu
Dochodzimy na koniec grzbietu, którego zwieńczeniem jest nieco nadgryziony przez ząb czasu stolik z ławeczkami.



Teraz czeka nas już tylko dość niewygodne i męczące zejście zboczami Spalonego Żlebu (słow. Spálený žľab), który wyprowadza nas na dolny odcinek stoku narciarskiego, a następnie na parking pod Spaloną, gdzie nasza wędrówka ma swój koniec.
Ostatnie takie widoki



Parking pod Spaloną
Zanim rozjedziemy się do domów, rozsiadamy się jeszcze na znajdujących się na parkingu ławeczkach i zaczynamy na świeżo przeżywać naszą wspólną, jakże wspaniałą wyrypę.
Tuż po zejściu :)
... rozstania nadszedł czas 
My z Renatą jesteśmy podwójnie szczęśliwi po tej wyprawie, gdyż udało nam się już posklejać w całość wszystkie trzy fragmenty "Orlej Perci Tatr Zachodnich" :)

                                                                   K O N I E C
ZOBACZ NASZĄ TRASĘ:
Trasa Pod Spálenou ↔ Pod Spálenou w serwisie mapa-turystyczna.pl

SUMA PODEJŚĆ: 1452 m
SUMA ZEJŚĆ: 1452 m
DŁUGOŚĆ TRASY: 15,2 km
DATA: 18-07-2015

4 komentarze:

  1. Kusisz, kusisz, żeby w końcu poznać tamten rejon. :) A widzę, że warto się wybrać. Miodzio. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak ja lubię tamte rejony. Głównie za spokój na szlakach, za piękne widoki, dzikość i łagodność zarazem tego rejonu Tatr.
    Może jeszcze jesienia powtórzę Waszą trasę. Mam tam jeszcze kilka szczytów do zaliczenia.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi też pozostał ten fragment "Orlej Perci Tatr Zachodnich" do pokonania.. Ale jakoś ciągle wędrówkę odwlekam, chyba dlatego że do Zuberca dość ciężko mi się dostać ;/
    Fajne jest to, że są jeszcze w Tatrach takie puste trasy. Bo po polskiej stronie coraz trudniej na takie warunki trafić...

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne rejony :)

    A niektóre odcinki rzeczywiście potrafią zaskoczyć trudnością, a przynajmniej ekspozycją. Gdy tak patrzę na Twoje zdjęcia, przypomina mi się moja wędrówka na tej grani ;) Chociaż na tym odcinku z widocznością miałem kiepsko, bo praktycznie tylko chmury, z pojedynczymi przejaśnieniami.

    OdpowiedzUsuń