piątek, 16 grudnia 2016

Hala Rysianka w zimowej scenerii


Po ponad miesięcznej przerwie powróciłem na górskie szlaki :)
Postanowiłem odwiedzić znaną i lubianą Rysiankę w Beskidzie Żywieckim.

Kiedy u nas o nadchodzącej zimie świadczą jedynie pojawiające się minusowe temperatury, to w niektóre beskidzkie rejony zima wepchała się już na całego.
Na tydzień przed moim wypadem, warunki zimowe tak zaskoczyły jednego turystę w okolicy Hali Pawlusiej, że ten musiał ratować się wezwaniem GOPR-u, za pomocą którego został przetransportowany do schroniska na Rysiance.

TRASA:
szlak turystyczny zielony Żabnica - Skałka >>> Hala Rysianka >>> Hala Lipowska >>> Hala Boracza szlak turystyczny czarny Żabnica Skałka

Trasa Żabnica, Skałka – Żabnica, Skałka w serwisie mapa-turystyczna.pl
Długość trasy: ok. 15.8 km
Suma przewyższeń: 815 m
Suma obniżeń: 815 m



Wędrówkę rozpoczynam w Żabnicy-Skałka, z parkingu znajdującego się nieopodal agropensjonatu "Alaska".
Moja trasa obejmuje dotarcie zielonym szlakiem do schroniska na Hali Rysianka (1322 m n.p.m.), następnie przejście przez Halę Lipowską (1324 m n.p.m.) i zejście do Żabnicy przez Halę Boraczą (ok. 860 m n.p.m.).

Żabnica przywitała mnie zimowo - biały parking, białe drogi, ogólnie wszędzie biało :)
Ruszam za zieloną farbą na bardzo dobrze znaną mi już trasę. Pierwsze 20 min to marsz drogą, podczas którego zwracam tradycyjnie uwagę na drewniane rzeźby Wojciecha Opani.






Po 20 minutach odbijam z drogi w prawo, przechodzę przez mostek nad rzeką Żabnica i rozpoczynam marsz po zasypanej górskiej ścieżce. W niższych partiach ścieżka jest w miarę przetarta, przez co idzie się całkiem przyjemnie.


Wraz z nabieraniem wysokości, mogę oglądać za plecami pojawiające się panoramy m.in. Beskidu Śląskiego z charakterystycznym pasmem Skrzycznego oraz pobliskie szczyty Romanki (1366 m n.p.m.) i Martoszki (1288 m n.p.m.).




Ale widoki to nie wszystko co oferuje mi zdobyta już wysokość, bo na szlaku pojawiają się coraz to większe ilości śniegu, który staje się coraz to bardziej upierdliwy. Moje tempo znacząco spada.
Po ok. 2 godz. i 45 min. wychodzę w dolnych partiach Hali Pawlusiej, z której czeka mnie jeszcze krótkie podejście do schroniska.






Z Pawlusiej w 15 minut docieram na Halę Rysianka, która wita mnie niestety deszczem. Wskakuję więc do cieplutkiego schroniska na obiad , z nadzieją, że w międzyczasie deszcz opuści to miejsce.



Mija godzina i mija także deszcz, a to znak, że trzeba wyjść na halę i wykonać jakieś fotopstryki.
Niestety widoków na  Tatry tym razem brak, na Małą Fatrę też, ale udaje się pooglądać kawałek Beskidu Żywieckiego z m.in. drugim co do wysokości szczytem pasma - Pilskiem (1557 m n.p.m.). W oddali   namierzam także słowackiego Wielkiego Chocza (słow. Veľký Choč - 1608 m n.p.m.) oraz zarysy Niżnych Tatr.





Z Rysianki szybko docieram do kolejnego, oddalonego o jakieś 10 minut drogi, schroniska na Hali Lipowskiej (1324 m n.p.m.). W schronisku jedynie pieczątka do naszej książeczki wędrówek, później kilka fotek z hali, i kontynuacja wędrówki.





Z Lipowskiej wybieram zielony, dotąd nieznany mi wariant dotarcia na Halę Boraczą.
Szybko opuszczam dobrze przygotowany szlak biegnący w kierunku Hali Redykalnej i rozpoczynam zejście za zielonymi znakami po założonym przez kogoś śladzie.
Wkrótce drzewostan jednak zanika, a wraz z nim oznaczenia szlaku. Ślady również się tracą i pozostaje mi jedynie zejście na czuja. Początkowo rozpocząłem zejście "na krechę" do widocznej doliny Żabnicy, ale w miarę szybko moja linia zejścia zostaje przecięta przez ślad skutera. Analizuję wszelakie możliwości jego trasy i dochodzę do wniosku, że jego operator miał raczej dwie możliwości - dojazd na m.in. Halę Boraczą lub też wcześniejszy zjazd w dolinę. Ruszam więc po jego śladach z nadzieją, że uda mi się dotrzeć jeszcze na Boraczą.

No i nie myliłem się, bo skuterowy ślad wyprowadza mnie na halę poniżej schroniska. Tym razem je pomijam, gdyż robi się już szarówa, a do tego od ok. 10 min. pada deszcz. Schodzę więc za czarnymi znakami na parking, gdzie czeka na mnie osamotniony samochodzik :)







I w ten oto sposób moja samotna wędrówka w tym uroczym zakątku Beskidu Żywieckiego dobiegła końca.
Mam tylko nadzieję, że w tym sezonie zima pokaże swoje prawdziwe oblicze i pozwoli na kolejne tego typu górskie przygody :)

                                                                K O N I E C


 










4 komentarze:

  1. Musze wybrać się do Żywieckiego. Byłem parę lat temu na kilka dni, ale coś mi w tych górkach nie pasowało i nie wspominam ich zbyt często. Patrząc na Twoje fotki stwierdzam, że zdecydowanie zasługują na 2 szansę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Znam to miejsce jedynie z letnich wypadów. Wędrówka zimową porą dostarcza równie pięknych wrażeń.
    Pozdrawiam, Wesołych Świąt !

    OdpowiedzUsuń
  3. Na razie zima trzyma i daje nadzieje, że jeszcze potrzyma :) W końcu nam śniegu nie brakuje :)

    OdpowiedzUsuń