wtorek, 12 grudnia 2017

Mały Szlak Beskidzki. Dzień piąty: Kasina Wielka - Luboń Wielki

No i doczekaliśmy się tego dnia :) ... przed nami już ostatni etap Małego Szlaku Beskidzkiego, który z Kasiny Wielkiej doprowadzi nas na szczyt Lubonia Wielkiego (1022 m n.p.m.), gdzie znajduje się wyczekiwana przez nas jego meta.

Wędrówkę rozpoczynamy o godz. 5.30.  Do pokonania mamy najkrótszy odcinek szlaku, ale po jego zakończeniu czeka nas jeszcze powrót do Bielska-Białej.

Spod Masywu Śnieżnicy, idąc wzdłuż drogi krajowej nr 28, przedostajemy się w rejon sąsiedniego Masywu Lubogoszcza.
Ruchliwą drogę zostawiamy za plecami i rozpoczynamy podejście na najwyższy szczyt masywu - Lubogoszcz (968 m n.p.m.). Początkowo ścieżka prowadzi nas całkiem łagodnie ku górze, ale później poziomice zdecydowanie się zagęszczają i robi się dosyć stromo.






Po nieco męczącym podejściu osiągamy zalesiony wierzchołek Lubogoszcza, na którym znajduje się stalowy krzyż oraz sporo ławek.




Po krótkiej przerwie na jego szczycie rozpoczynamy marsz w kierunku Mszany Dolnej.
Grzbietowy szlak prowadzący nas przez sąsiedni Lubogoszcz Zachodni jest całkiem przyjemny, ale później mamy już do czynienia z katującym nasze nogi obniżeniem.
Ścieżka przez masyw biegnie praktycznie cały czas w lesie i jest pozbawiona widoków. Pojawiają się one dopiero w końcowej fazie zejścia do Mszany, gdy wędrując już przez pola, możemy zaobserwować m.in. Masyw Szczebla i Masyw Lubonia w Beskidzie Wyspowym oraz Gorce.





W Mszanie Dolnej przekraczamy rzekę Mszankę i tym samym żegnamy się całkowicie z Masywem Lubogoszcza.


W mieście udaje się nam zjeść pierwszy od pięciu dni normalniejszy obiad, do którego oczywiście dołącza zimny "Żywiec" :) Obiad trochę nas rozleniwia i pojawiają się marzenia o jakiejś poobiedniej drzemce. Ale nic z tego, czas nagli, więc w bólach zwlekamy tyłki z wygodnych siedzisk i ruszmy dalej.

Przemieszczamy się wśród miejskich zabudowań w interesującym nas kierunku. Robimy mostową przeprawę przez rzekę Rabę i drepczemy jeszcze trochę asfaltem. Po jego opuszczeniu czeka nas zrobienie niewielkiego przewyższenia widokową ścieżką, któr m.in. przez Złote Wierchy.







Po dotarciu do miejscowości Glisne, czeka nas ponownie marsz asfaltową drogą. Po drodze możemy obserwować sylwetkę góry, o której zdobyciu marzymy już od pięciu dni :)




Wkrótce rozstajemy się z czarną masą pod nogami i rozpoczynamy decydujące starcie z Luboniem Wielkim. Do podnóża góry podchodzimy najpierw łagodną ścieżką wśród polan, a następnie walczymy już z bardzo ostrym podejściem, według mnie, najbardziej wymagającym na całym MSB.


Wreszcie udaje się nam wygramolić na Luboń Wielki (1022 m n.p.m.) i zakończyć trwające pięć dni zmagania z liczącym 137 km Małym Szlakiem Beskidzkim.
Jesteśmy cholernie zmęczeni, ale także cholernie szczęśliwi, że się udało :)




Na szczycie znajduje się małe, ciekawie prezentujące się schronisko PTTK, w którym zaplanowaliśmy dłuższą przerwę.
Wiadomo przecież, że nie mogło się obyć bez chmielowego napoju :)


Jednak browarowa misja musiała trochę poczekać, bo przez blisko pół godziny schronisko było zamknięte, wrr !!!
Ale w końcu, wśród pięknych widoków na Beskid Wyspowy, wznosimy toast za zakończoną powodzeniem "operację MSB"  :)




Z Lubonia Wielkiego musimy jeszcze dotrzeć do Rabki Zaryte, skąd przyjdzie nam kombinować jakieś połączenie do Bielska-Białej.
Rozstajemy się z towarzyszącym nam przez pięć dni kolorem czerwonym i rozpoczynamy liczące 3,5 km zejście żółtym szlakiem .
Praktycznie od samego początku schodzimy w bardzo stromym terenie. Stromizna ustępuje dopiero w rejonie Perci Borkowskiego, gdzie pojawia się skalny fragment szlaku. Przechodzimy przez całkiem duże gołoborze, a następnie tracimy delikatnie wysokość idąc  wąską, wygodną leśną ścieżką.







Opuszczamy las i dreptając już wśród widokowych polan, docieramy o godzinie 17.30  na przystanek przy drodze nr 28 w Rabce-Zarytem.




Teraz przed nami już tylko kombinowany przejazd busami przez Rabkę - Zdrój i Kraków do Bielska-Białej, gdzie będzie czekać na nas moja "stęskniona" Renatka.

W Bielsku jesteśmy po godzinie 22.00, pakujemy się do autka i w kilkanaście minut dojeżdżamy do Dankowic, gdzie ostatecznie "operacja MSB" dobiega końca.



ZOBACZ RÓWNIEŻ:
Dzień pierwszy: Bielsko-Biała, Straconka - Chatka na Potrójnej
Dzień drugi: Chatka na Potrójnej - Zembrzyce
Dzień trzeci: Zembrzyce - Myślenice
Dzień czwarty: Myślenice - Kasina Wielka

ODCINEK NA MAPIE:



DATA WĘDRÓWKI: 28-07-2017






4 komentarze:

  1. Gratulacje! Ja myślę o MSB w wersji MTB ;) Może w przyszłym roku? No to rozgrzewkę już zrobiliście, to kiedy GSB? :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratulacje!
    Powinni na was czekać z fanfarami, a nie zamykać schronisko :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Brawo! Tereny dobrze przeze mnie poznane i wierzę, że ten zimny żywiec mógł rozleniwić. Graty! Graty! Graty!

    OdpowiedzUsuń